wtorek, 14 lipca 2015

6. "Party"

Zaparkowaliśmy na podjeździe, aż dziwię się, że było wolne miejsce. Odpięłam swój pas bezpieczeństwa i wysiadłam z samochodu lekko trzaskając drzwiczkami. Można było już na wejściu wyczuć zapach przeróżnych alkoholi i setek innych nieznanym mi substancji. Blondyn od razu znalazł się przy moim boku i mocno przyciągnął mnie do siebie. Cicho mruknęłam ponieważ w miejscu w którym mnie obejmował były pewnie siniaki po tym jak Justin wbijał palce w moje biodra. Dreszcz przeszedł przez moje ciało.
-Coś nie tak?- zapytał Luke zatrzymując nas przed samymi drzwiami. Musiał to wyczuć. 
-Nie- zaśmiałam się cicho.- tylko trochę zimno- dodałam i przetarłam dłonią swoją rękę. Temperatura jaka panowała nie była zadowalająca. 
-Więc, już wchodzimy do środka- powiedział schylając się i całując mnie w policzek. 
Bez pukania- nawet i tak by nikt nie usłyszał bo na samym wejściu można było usłyszeć krzyki, piski, a no i oczywiście muzykę. Gdy tylko przekroczyliśmy próg domu, przed nami stanął dobrze zbudowany, wysoki chłopak z ciemnymi włosami i brązowymi oczami. Przełknęłam głośno ślinę, po chwili poczułam jak Luke wzmacnia uścisk na mojej talii.
-Witam gołąbeczki- powiedział z nutką sarkazmu w głosie. Wywróciłam oczami i posłałam piorunujące spojrzenie chłopakowi. Nikt nie irytował mnie tak jak Zayn i ogólnie, wszyscy kumple Luka. Zawsze gdy tylko mogłam unikałam jego towarzystwa. 
-Siema- powiedział Luke i przywitał się po męsku z brunetem. 
-Mogę was zapewnić, że to będzie najlepsza impreza na jakiejkolwiek byliście- powiedział pewny swoich słów. Dupek. 
-Wiesz, idę się czegoś napić- przerwałam Zaynowi i spojrzałam na Luka.
-Jessica powinna gdzieś tu być- powiedział lekko się uśmiechając i dał mi krótkiego buziaka w usta. Wymijając Zayna przy okazji uderzając o jego ramie udałam się w stronę małego baru gdzie od razu dostrzegłam wolne krzesło. Zajęłam puste miejsce i oparłam rękę o ciemny blat. Zanim spotkam się z Justinem chcę się trochę rozluźnić. W ogóle nie rozumiałam dlaczego ma się pojawić na tej całej imprezie. Zayn zaprasza ludzi których zna lub chociaż kojarzy.
-Co dla ślicznotki?- usłyszałam męski głos od razu mój wzrok powędrował do góry spotykając się z zielonymi tęczówkami barmana.
-Coś mocnego- powiedziałam posyłając przyjazny uśmiech chłopakowi. Również się uśmiechnął i odszedł kawałek- jak się domyślam przygotować drinka.
-Lucy!- usłyszałam radosny pisk za sobą, zmarszczyłam czoło i obróciłam się na krześle.
-Jessica, hej!- krzyknęłam starając się przebić głośną muzykę, od razu wstałam z miejsca i przytuliłam dziewczynę. Jessica ma 21 lat i jest straszą siostrą Luka. Jest szczupłą, dość wysoką prześliczną brunetką z zielonymi oczami, jak na nią patrzę- dostaję kompleksów.
-Gdzie zgubiłaś tego debila?- zapytała unosząc brew do góry. Zaśmiałam się na jej słowa.
-Nie wiem, chyba jest z Zaynem i resztą- mruknęłam i spojrzałam przed siebie. Mój wzrok od razu napotkał znane mi już tęczówki.
-Proszę- usłyszałam głos za sobą i zobaczyłam gotowego drinka którego barman postawił na blacie.
-Wiesz co- powiedziałam nerwowo obracając się z powrotem do brunetki.- muszę iść- mruknęłam zakłopotanie.
-A drink?- zapytała z lekkim rozbawieniem.
-Jest twój- zaśmiałam się i nie czekając na odpowiedź Jes wyminęłam ją i skierowałam się w stronę stojącego po drugiej stronie pomieszczenia szatyna.
-Powiedz temu całemu Johnowi, że jak jeszcze raz przyjdzie do mojego domu to...- nie dał mi dokończyć ponieważ przysunął się do mnie , a jego ręka w jednej chwili znalazła się niebezpiecznie blisko mojego pośladka.

                                                      Justin's POV


Od jakiegoś czasu wpatrywałem się w Lucy, kiedy w końcu łaskawie zdecydowała się podejść.
-Masz to o co prosiłem?- przerwałem brunetce i zjechałem ręką całkowicie na tyłek dziewczyny usłyszałem ciche mruknięcie. Na mojej twarzy od razu zagościł uśmieszek. Pomimo ile razy jak do tej pory mnie zdążyła zirytować i wkurwić, to i tak coś ciągnie mnie do niej. To w jaki sposób reaguje na mój dotyk jest cholernie podniecające. 
-Nie mogę ci tego dać- mruknęła po chwili i odsunęła się ode mnie, jednak ponownie tym razem to ja przyciągnąłem do siebie drobną postać dziewczyny i obróciłem ją tak, że jej plecy zderzył się z kamienistą ścianką.
-Nie wkurwiaj mnie Lucy- syknąłem tuż przy uchu dziewczyny przez co się lekko wzdrygnęła. Lubiłem wręcz kochałem gdy ktoś się mnie bał, dlatego kiedy zobaczyłem Darling pod nazwą "nowa stażystka" i to w dodatku moja, od razu wiedziałem, że będę miał z nią dużo zabawy. Kiedy chciała już coś powiedzieć poczułem nagle jak ktoś ciągnie mnie za koszulkę do tyłu po czym moje plecy wylądowały na białych, kleistych kafelkach. Szybko podniosłem się z niej i obróciłem przodem do gościa któremu już współczuję. 
-Nie tyka się cudzych lasek, Bieber- dopiero spojrzałem na tego skurwysyna, a już mam ochotę mu porządnie przypierdolić. 
-Nie wtyka się swojego zasranego nos w sprawy które cię kurwa nie dotyczą- syknąłem i poprawiłem czarną koszulkę. 
-Daj spokój Bieber, co do kultury to ty ją masz najmniejszą- syknął. Spiąłem w jednym momencie wszystkie swoje mięśnie. 
-Słaba imprezka- powiedziałem po czym zaśmiałem się krótko i wsadziłem ręce do tylnych kieszonek również czarnych dresów. 
-Oh, czyżby- parsknął śmiechem i pokręcił lekko głową. Boże trzymaj mnie bo zaraz rozpierdolę tego gnojka.- ty być urządził lepszą, nie?- doskonale wiedziałem co ma na myśli. Gdy już miałem podejść do Zayna i mu porządnie przypierdolić poczułem małe dłonie ciągnące mnie w pasie. Obróciłem się przodem do dziewczyny i rzuciłem w jej kierunku mrożące spojrzenie.
-Przestań- powiedziała patrząc się na mnie. Nic nie mówiąc zdjąłem ręce brunetki z siebie i z powrotem spojrzałem w stronę Zayna. Byłem tak wkurwiony, że najchętniej pozabijałbym każdego kto znajduje się na tej zjebanej imprezie.
-Myślę, że na ciebie pora- rzucił szczerząc się. 
-Pierdol się- warknąłem i skierowałem się w stronę wyjścia. Po drodze dopiero zorientowałem się, że niezły tłum zebrał się na około nas. Zaśmiałem się sam do siebie i jak najszybciej opuściłem dom tego zasranego pedała. 
-Kurwa- mruknąłem i wypuściłem powietrze ze świstem. Sięgnąłem do przedniej kieszonki dresów i wyciągnąłem zapalniczkę od razu z paczką papierosów. Idąc w dobrze znanym mi kierunku wyciągnąłem szluga z opakowania. Wsadziłem go do ust i podpaliłem zapalniczka jego koniec. Mocno zaciągnąłem się fajką pozwalając żeby dym jak najszybciej znalazł się w moich płucach. Odkąd trafiłem na odwyk moje sprawy z niektórymi się mocno pokomplikowały, przykładem jest Zayn na którego się prawie rzuciłem, ale powstrzymała mnie Lucy. Myśląc o niej i o tym, że jutro znowu ją spotkam naszła mnie myśl nie wracania do ośrodka, ale i tak prędzej czy później by mnie znaleźli, a wole ten cały syf niż więzienie. Muszę się z tego wszystkiego jakoś wyplątać. Ona mi w tym pomoże. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jestem trochę wkurzona ponieważ rozdział 5 wyszedł mi szczerze- do kitu. Miałam zupełnie inny pomysł co do bloga nawet napisałam z 3 rozdziały, ale później stwierdziłam, że to kompletnie odchodzi od fabuły. Więc 5 mi się kompletnie nie podoba i nie pasuje. 
Mam nadzieję, że 6 wam się spodobała... akcja się powoli rozkręca i myślę, że jest okey. 
Sama już się szczerze pogubiłam. Komentujcie i do następnego! Zapraszam jeszcze na tt i ask'a. 
Much love x 

czwartek, 9 lipca 2015

5. "Mistake"

Zapraszam na super jbff http://nocontrol-pl.blogspot.com/
        Miłego czytania! x

~~~~~~~~~~~~~~


Poczułam jak ktoś delikatnie gładzi mnie po włosach. Powoli uchyliłam powieki i przekręciłam głowę w bok. 
-Hej- usłyszałam ciche mruknięcie. Otworzyłam szerzej oczy i zobaczyłam obok siebie Luka.   
-Hej- odpowiedziałam lekko zaspanym i zachrypniętym głosem, przetarłam lekko dłońmi oczy. Zdziwiłam się co tu robi i jak dostał się do domu.No tak- mama.
-Co się stało?- zapytał nagle wpatrując się w mój policzek. Przypomniałam sobie całą tą dzisiejszą sytuację z Justinem i ogromnego fioletowego siniaka. Podniosłam się szybko do góry i gdy chciałam zejść z łóżka, blondyn chwycił za mój nadgarstek i przyciągnął do siebie. 
-Co ci się do cholery stało Lucy?-  zapytał poważnym tonem i wbił wzrok w tą przeklętą rzecz na mojej twarzy. 
-Uderzyłam się- mruknęłam. 
-Tak? Nie wygląda- uniósł brwi do góry.- a może ktoś cię uderzył?- warknął i dotknął opuszkami palców mój policzek. Syknęłam i od razu odsunęłam głowę od ręki chłopaka. 
-Kto ci to zrobi?- teraz wbił wzrok w moją twarz, starając się nawiązać kontakt wzrokowy. Przecież nie powiem mu, co się dziś stało i tym bardziej kto to zrobił. Jeszcze na dodatek przypomniało mi się, że całowałam się z nim. Przecież ja chodzę z Lukiem. Od razu ogarnęło mnie poczucie winy.
-Lucy- powiedział łagodniej. 
-Mówię, że się uderzyłam- powiedziałam i wyrwałam się z uścisku blondyna. Wstałam z łóżka i bez słowa udałam się do łazienki. Wyjęłam z miski kilka wacików i sięgnęłam jeszcze po mleczko do de-makijażu. Podeszłam do lusterka, położyłam wszystko na małej półce połączonej z lustrem i od razu zabrałam się za ścieranie makijażu, a raczej resztek z mojej twarzy i oczu. Gdy moja twarz była czysta, sięgnęłam po podkład i zaczęłam nakładać go na moją cerę, później korektor i trochę różu żeby zakryć tego okropnego siniaka. Gdy miałam zacząć malować rzęsy poczułam dłonie na moich biodrach. Spojrzałam w lustro gdzie pojawiło się nasze odbicie. 
-Wiesz, że cię kocham- powiedział i pocałował mnie w tył głowy. Uśmiechnęłam się. 
-Ja ciebie też- odpowiedziałam. Odłożyłam tusz na szklaną półkę i obróciłam się. Od razu złączyłam nasze usta. Musze przestać myśleć o Justinie, to tylko mój "pacjent" a moim zadaniem jest wyleczyć go z nałogu.
-Zayn urządza imprezę- powiedział podczas gdy ja powróciłam do malowania się. 
-Fajnie- mruknęłam. Żadna nowość.
-Powiedział, żebyśmy wpadli- spojrzałam na blondyna w lustrze. 
-Oh, serio?- zaśmiałam się sarkastycznie. 
-Nie chcesz iść?- zapytał unosząc brwi do góry. Jasne, że nie chciałam iść. Zawsze gdy Luke jest w towarzystwie Zayna i jego kolegów zachowuje się jak dupek. 
-Chcę, ale - przerwałam i wypuściłam powietrze z ust.- masz mnie z powrotem odwieść do domu.- nie czekając na odpowiedź chłopaka wyminęłam go i wyszłam z łazienki. 
-To znaczy, że mam nic nie pić, ta?- rzucił i oparł się o futrynę drzwi wpatrując się we mnie. Stanęłam na środku pokoju i spojrzałam w stronę Luka. 
-Zinterpretuj to jak chcesz- powiedziałam po czym zaczęłam ogarniać chodź w małej ilości pokój.
-Ja pierdole, o co ci chodzi!- krzyknął nagle. Mogłam od razu zobaczyć jak zaciska szczękę. 
-O nic mi nie chodzi- syknęłam.- i jakbyś mógł to nie krzycz bo nie jesteśmy sami- dodałam i obróciłam się plecami do chłopaka. Poukładałam rozwalone rzeczy na biurku i gdy się odwróciłam wpadłam na blondyna. 
-Jak się on nazywa?- zapytał wypalając niewidzianą dziurę w moim ciele.
-Kto- rzuciłam i gdy chciałam go wyminąć tak jak wcześniej, złapał mnie za nadgarstek i mocno przyciągnął do siebie. Ufałam Lukowi i nie bałam się go, w żadnym procencie, ale teraz miałam lekkie obawy co do jego zachowania. 
-Lucy, wiesz kto- powiedział łagodniejszym tonem. Wywróciłam teatralnie oczami. 
-Justin Bieber- oczy chłopak momentalnie się otworzyły, a uścisk na moim nadgarstku zaczął boleć. 
-Puść mnie, to boli Luke- mruknęłam cicho i przez to, że on nadal stał jak wymurowany wyrwałam swoją rękę i odsunęłam się trochę od blondyna. 
-Masz z tego całego gówna zrezygnować- zmrużyłam oczy nie wiedząc o czym dokładnie mówi. Po chwili jednak zorientowałam się o co chodzi chłopakowi.
-Bo?- prychnęłam i skrzyżowałam ręce na piersiach.
-Oh, nie udawaj głupiej- warknął.- on cię uderzył tak?- zapytał, a raczej to stwierdził. Chciałam bronić Justina, ale to nie miało najmniejszego sensu. Wbiłam wzrok w ciemne panele na podłodze które nagle zaczęły wydawać się interesujące.
-Pożałuje tego- dodał i zaczął iść w kierunku drzwi od pokoju. Od razu wystartowałam ze swojego miejsca i rzuciłam się w kierunku Luka. 
-Nie- powiedziałam i ścisnęłam czarny T-shirt chłopaka zatrzymując go przy tym.- nic się nie stało- dodałam szybko i zatarasowałam drzwi stając przed nim.
-Nie wierzę- pokręcił głową i zaczął się śmiać.- pieprzył cie?- moje oczy momentalnie się rozszerzyły. Nie mogłam uwierzyć w to co Luke powiedział. 
-Czy ja ci wyglądam na dziwkę?- warknęłam i spojrzałam na chłopaka. 
-Zapytałem pierwszy- syknął. Jak on w ogóle może o takie rzeczy pytać!
-Oszalałeś! Nigdy w życiu bym cię nie zdradziłam!- krzyknęłam i dotknęłam dłonią swojego czoła. 
-Będę o 20- mruknął, wyminął mnie i opuścił pokój. Zamknęłam za sobą drzwi i oparłam się o nie plecami. Słyszałam tylko pomruki Luka i mojej mamy, zamknięcie drzwi wejściowych i kroki. Zjechałam plecami wzdłuż drzwi i usiadłam na podłodze, przyciągając swoje kolana do klatki piersiowej i schowałam w nich głowę. Nie byłoby  tak źle, dopóki nie przypomniałam sobie, że tak naprawdę nie jestem szczera z Lukiem. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach ponownie z resztą rozmazując moją twarz. Przecież całowałam się z Justinem. 

Siedziałam na kanapie w salonie i jedyne co robiłam to przełączałam kanały w celu znalezienia czegoś co mnie chodź w małym stopniu zaciekawi. Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. 
-Otworzyć?- dobiegł mnie głos mamy z kuchni.
-Ja to zrobię, to pewnie Luke- powiedziałam i zeszłam z kanapy, podeszłam do drzwi i przekręciłam klucz w zamku. Otworzyłam je i trochę mnie zamurowało. 
-To chyba pomyłka- rzuciłam szybko do chłopaka który stał przede mną. W chwili gdy już się cofałam i chciałam zamknąć drzwi, on położył rękę na nich i zatrzymał mnie. 
-Jesteś Lucy Darling?- zmarszczyłam czoło i zaczęłam mu się przyglądać. Wyższy ode mnie o parę centymetrów. Ubrany w czarne dresy z adidasami na stopach i czarną bluzą z kapturem który miał obecnie założony. 
-Nie rozumiem- mruknęłam zakłopotana. 
-Justin miał jednak rację, jesteś śliczna- powiedział lekko unosząc górny kącik do góry. 
-Ty jesteś John?- zapytałam niepewnie i uniosłam lewą brew do góry. 
-Bieber przewidział, że do mnie nie zadzwonisz- zaśmiał się i sięgnął po coś do kieszeni. Momentalnie rzuciłam się do wyjścia i zamknęłam za sobą drzwi. Jakby mama tu nagle przyszła i zobaczyła co chłopak trzyma w ręce, a tym bardziej mi to daje, byłabym martwa. 
-Nie dam mu tego- syknęłam i odtrąciłam rękę Johna z białym proszkiem w środku. 
-Złotko- zaczął wypuszczając powietrze ze świstem.- chyba nie wiesz z kim zadzierasz- dokończył. Złapałam z nim kontakt wzrokowy. 
-Ja z nikim nie zadzieram- oburzyłam się.- mam go tylko wyleczyć z nałogu.- Chłopak prychnął.
-I myślisz, że ci się uda?- zaczął się śmiać, szkoda, że mi również nie było do śmiechu. 
-Z własnego doświadczenia radzę ci robić wszystko, co tylko on sobie zażycz- miałam to potraktować jako ostrzeżenie?
-Nie myśl, że jak jesteś dziewczyną to nie zawaha się ciebie uderzyć- znów się zaśmiał.- poza tym widzę, że już go wkurwiłaś- dodał po chwili. Złapałam się momentalnie za policzek i spuściłam wzrok. Doskonale wiedziałam o czym chłopak mówi.
-Boję się- mruknęłam i nawet sama nie wiem czemu to powiedziała, czy ja jestem już na tyle głupia, że zwierzam się obcemu chłopakowi który na dodatek handluje narkotykami? Idiotka.
-I słusznie- zaczął śmiertelnie poważnym tonem.- bo z tego co wiem, zaciekawiła go twoja osoba- dokończył z nikłym uśmiechem. 
-Al-e- jęknęłam i wypuściłam powietrze z ust.- ja mu nic nie zrobił-aa-m- poczułam jak serce zaczyna bić w nienaturalnym tempie. 
-Powiem ci tylko tyle- znów wystawił w moim kierunku rękę w której znajdował się mały woreczek z znaną mi substancją.- że gorszego człowieka od Biebera nie znajdziesz na tej planecie- w jednej chwili w mojej dłoni znajdowała się paczuszka.- niestety musisz mu to dać na imprezie- rzucił jeszcze i zaczął powoli zmierzać w kierunku uliczki. Chciałam coś powiedzieć, ale po prostu nie potrafiłam. Szybko schowałam woreczek do kieszeni w moich dżinsowych spodniach i weszłam z powrotem do domu. W duchu modliłam się żeby mama odpuściła zbędne pytania.
-Kto to by?- zapytała mama gdy weszłam do salonu. Miałam nadzieję, że kontury saszetki nie odcisnęły mi się przez materiał spodni. 
-Znajomy- mruknęłam i usiadłam na skórzanym fotelu obok kanapy. 
-O tej godzinie?- uniosła brwi i spojrzała na mnie podejrzliwie. Od odpowiedzi i dalszych dopytywań mamy uratował mnie dźwięk, tym razem klaksonu samochodu. Posłałam mamie chytry uśmieszek i ponownie wstałam udając się na korytarz, chwyciłam czarne długie conversy, szybko i byle jak je zasznurowałam. Wzięłam jeszcze w rękę moją czarną bejsbolówkę z białą literą "A".   
-O której będziesz?- usłyszałam głos mama za mną. 
-Zależy jak będzie- zaczęłam się śmiać, od razu spotkałam się ze złowrogim spojrzeniem rodzicielki. 
-Lucy, poważnie- mruknęła lekko poddenerwowana moją odpowiedzią i skrzyżowała ręce na piersiach. 
-Około 23?- zapytałam z nadzieją w głosie, że nie będzie miała nic przeciwko tej godzinie. Praktycznie z każdej imprezy wracałam o podobnych godzinach, więc nie oczekiwałam sprzeciwu. 
-Baw się dobrze- rzuciła i parsknęła śmiechem kręcą lekko głową. 
-Kocham cię- powiedziałam i nie czekając na odpowiedź wyszłam z domu udając się prostą drogą do samochodu w którym czekał na mnie Luke.
-Hej- mruknęłam gdy zajęłam swoje miejsce obok blondyna. Zapięłam pasy i obróciłam się w stronę chłopaka. Od razu moje usta zostały zaatakowane przez jego. 
-Witam piękną- zaśmiał się i wyjeżdżając z podjazdu ruszył przed siebie. Moje myśli od razu powędrowały, niestety do Justina i do mojej bardzo dziwnej rozmowy z Johnem. 

"Justin miał jednak rację, jesteś śliczna"

"Złotko,chyba nie wiesz z kim zadzierasz"

"Nie myśl, że jak jesteś dziewczyną to nie zawaha się ciebie uderzyć"

"niestety musisz mu to dać na imprezie" 

Przypomniałam sobie w jednej chwili co tak naprawdę muszę zrobić na tej przeklętej imprezie. Mam złe przeczucia. Zajebiście. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuje za ponad 2 tyś wyświetleń! No i za tyle miłych komentarzy pod ostatnim rozdziałem. 
Mam nadzieję, że 5 wyszła okey :/ Komentujcie misie! 
Do następnego, much love xx

poniedziałek, 6 lipca 2015

4. "Bruise"

Moje oczy momentalnie się rozszerzyły. Chciałam odepchnąć od siebie szatyna ale wziął w swoje dłonie moje nadgarstki i umieścił je nad moja głową. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze. Gdy czuł, że nie daje mu dostępu, perfidnie otarł się kroczem o moją kobiecość. Jęk opuścił moje usta, co Justin wykorzystał i wślizgnął swój język do moich ust. Nie mogąc się dłużej powstrzymać odwzajemniłam pocałunek ocierając się delikatnie językiem o język chłopaka. Mój żołądek się ścisnął, a w dole brzucha poczułam podniecenie, rosnące z każdą sekundą.  
-Jutro chcę cię widzieć z działką- powiedział przerywając pocałunek i patrząc mi prosto w oczy.- albo się trochę zabawimy- mruknął mi tuż przy uchu i przegryzł jego płatek. Nie wiedziałam co powiedzieć. Stałam teoretycznie pod Justinem, było ode mnie dużo wyższy i groził mi? 
-Słyszysz kwiatuszku?- zapytał, chyba lekko zniecierpliwiony. Jedyne co w tamtej chwili mogłam zrobić to pokiwać lekko głową. Niestety, nie wiem dlaczego ale moje ciało odmówiło posłuszeństwa. Stałam tam jak słup soli i wpatrywałam się w idealne rysy twarzy Justina. Nie zorientowałam się nawet kiedy odsunął się ode mnie i położył się na łóżku włączając telewizję- nawet telewizora wcześniej nie zauważyłam. 
-Skąd mam wsiąść dilera?- zapytałam i wbiłam wzrok w chłopaka. 
-Daj swój telefon- mruknął. Uniosłam brwi do góry zaskoczona.- chcę ci podać numer- powiedział z irytacją w głosie i wywrócił oczami. Moja ręka powędrowała do tylnych kieszonek moich czarnych spodni i wyjęłam z nich swojego iPhona. Podeszłam niepewnie do łóżka i wyciągnęłam dłoń z telefonem. Od razu wziął go ode mnie i wiedząc co robić odblokował go, a następnie znalazł na ekranie głównym zieloną ikonkę z białą słuchawką. Wbił dotąd nieznany mi numer na ekranie i dodał do kontaktu. Podpisał jeszcze kontakt jako "John". Wywróciłam oczami. On myśli, że naprawdę zadzwonię do tego całego Johna i po prostu spotkam się z nim i kupie od niego narkotyki, po czym przyjdę do DOMU UZALEŻNIEŃ gdzie leczy się ludzi z różnych uzależnień (tak jak głosi to nazwa placówki) i tak po prostu mu je dam? Chyba mu się coś pomyliło.   
-Justin..- zaczęłam lekko drżącym i niepewnym głosem.- nie zrobię tego- dokończyłam zdanie nie myśląc tak naprawdę co mówię. Chłopak obrócił głowę i spojrzał na mnie. Miałam wrażenie, że jego oczy z każdą sekundą stając się coraz ciemniejsze. W jednej chwili stał już przede mną. Zdziwiłam się ponieważ nie wykonałam żadnego kroku w tył. Stałam tam z głową podniesioną lekko w górę tak żeby patrzeć w oczy szatyna. Nasze klatki piersiowe prawie się stykały. 
-Co ty kurwa powiedziałaś?- syknął, że aż po moim ciele przeszły nieprzyjemne dreszcze.   
-Nie załatwię ci narkotyków, masz w końcu się od nich uwolnić- powiedziałam to pewna siebie i obserwowałam reakcję szatyna. Czułam jak spina wszystkie swoje mięśnie. Nagle mocne pieczenie połączone z ogromnym bólem jaki poczułam na moim policzku sprawiło, że straciłam cała pewność siebie. Uderzył mnie. Zniżyłam się lekko i złapałam jedną ręką za swój policzek. Moje długie brązowe, lokowane włosy opadłby mi na twarz całkowicie ją zasłaniając. Stałam całą sparaliżowana. Jak on mógł? On nie ma serca, czy jak? Łzy cisnęły mi się do oczu, a w końcu spłynęły pojedynczo po moich policzkach. Chciałam krzyczeć, piszczeć, chciałam nawet się na niego rzucić, a nie mogłam nawet obrócić głowy w jego stronę i na niego spojrzeć. Gdy w końcu doszłam do siebie zerknęłam kątem oka w miejsce gdzie stał wcześniej chłopak. Nie było go. Podniosłam głowę i przeszukałam wzrokiem całe pomieszczenie, pusto. Drzwi które były na przeciwko mnie były zamknięte i słyszałam co jakiś czas kroki i przekleństwa. Nie myśląc dłużej, wzięłam z podłogi swoją torebkę która nawet nie wiedząc czemu tam leżała i skierowałam się w stronę drzwi wejściowych. Otworzyłam drzwi specjalną kartą i rzuciłam jeszcze szybko okiem na pomieszczenie, zanim ostatecznie z niego wyszłam. W drzwiach które jeszcze chwilę temu były zamknięte, stał On. Patrzał na mnie, jednak to było inne spojrzenie. Poczucie winy? Nie, to niemożliwe ponieważ jakieś 10 minut temu, sama doświadczyłam jaki jest poziom jego człowieczeństwa, a raczej jego brak. 

-Jak było?!- usłyszałam krzyk mamy z salonu, tylko gdy przekroczyłam jego próg. 
-Okey- mruknęłam, niechlujnie zrzuciłam z nóg czarne Vansy i kopnęłam je w kąt. 
-Na pewno?- dopytywała się kiedy weszłam do kuchni. 
-Mamo- zaczęłam.- wszystko okey- wywróciłam oczami i podeszłam do lodówki otwierając ją. 
Przeszukałam wzrokiem dokładnie każdą półkę w lodówce. Po zakończeniu wojny w mojej głowie pod tytułem "Co mam zjeść?" wybrałam truskawkowy jogurt. 
-Wyjeżdżamy z tatą jutro- usłyszałam głos mamy i obróciłam się w jej stronę. Spojrzałam na nią i uniosłam brwi do góry. 
-Tym razem gdzie?- zapytałam wyjmując małą łyżeczkę z szuflady. 
-Tym razem do Waszyngtonu- Obydwoje pracują w  jednej z międzynarodowych spółek handlowych, przez co często ich nie ma w domu, wtedy albo przyjeżdża do mnie babcia czy ciocia, a ja im zawsze tłumaczę, że poradzę sobie sama, w końcu za kilka miesięcy moje osiemnaste urodziny. 
-Na ile?- mruknęłam obojętnie i wymijając mamę skierowałam się po torbę którą zostawiłam na korytarzu. 
-Na szczęście tylko 4 dni- zaśmiała się.- dasz sobie sama radę?- zapytała po chwili.
-Jasne- zachichotałam. Krzyknęłam w duchu, że tym razem obejdzie się bez niepotrzebnej opieki.
-To się cieszę- podeszła do mnie i przytuliła.- kocham cię- dodała dalej się do mnie tuląc. 
-Ja ciebie też mamo- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się pod nosem.  Pomimo tego, że rodziców częściej nie ma przy mnie niż są to nie dają mi zapomnieć, jak bardzo mnie kochają. 

Usiadłam na łóżku i odkładając puste opakowanie po jogurcie z łyżką w środku na szafkę nocną sięgnęłam po swoją torbę. Wyciągnęłam z niej teczkę, którą dostałam od pani Scott. 
Przyglądałam się jej po czym bez dłuższego zastanawiania otworzyłam. Wyciągnęłam kartki które znajdowały się na samym początku i odłożyłam obok teczki. Do rąk wzięłam pierwszy arkusz, akurat był to arkusz z pytaniami jakie zadawałam wczoraj Justinowi. Odłożyłam go po przeciwnej stronie teczki i wzięłam kolejny plik kartek do ręki. Przejechałam wzrokiem po dużych, grubych, czarnych literach gdy widniało "Justin Bieber". Niżej było zdjęcie chłopaka, a po prawej stronie: 
pełne imię i nazwisko: Justin Drew Bieber 
wiek: 23 
data urodzenia: 01.03.1992*
miejsce urodzenia: London, Ontario, Kanada
pochodzenie: Stratford, Ontario 
Całe pierwsze 2 kartki dotyczyły jego domu, rodziny, rodziców, rodzeństwa. Z tego co tu pisze to Justin ma młodszą o 4 lata siostrę która mieszka w Los Angeles, jego tata zmarł gdy chłopak miał 6 lat, a mama dalej mieszka w Kanadzie. 
-Tu jest wszystko- powiedziałam cicho sama do siebie i zaczęłam przeglądać dalszą zawartość teczki.  

Nie wiem ile zajęło mi przeczytanie tych wszystkich informacji, artykułów, przestępstw i masy wielu, przeróżnych rzeczy. Leżałam właśnie na plecach trzymając w górze ostatnią stronę z arkuszu pod tytułem "Opinie". Cały czas mrużyłam brwi, oczy, mój żołądek się nieprzyjemnie ściskał, a serce biło to szybciej to całkowicie zwalniało. Sama siebie nie rozumiałam, czytając to wszystko to wychodzi na to, że Justin to jakiś potwór. Chciało mi się śmiać i płakać jednocześnie, na dodatek przypomniało mi się, że mam jutro przyjść z tym całym gównem do niego bo inaczej się "zabawimy". Poczułam jak łzy zaczynając spływać po moich policzkach. 
Szybko przetarłam policzek dłonią, poczułam chwilowy ból połączony ze szczypaniem. Zmrużyłam oczy i szybko zerwałam się z łóżka, otworzyłam drzwi od łazienki i podbiegłam do lustra znajdującego się nad umywalką. Wstrzymałam powietrze i prawie się nim zachłysnęłam. 
-Boże- szepnęłam i przejechałam opuszkami palców po ogromnym siniaku na moim lewym policzku. Do oczu ponownie zebrały się łzy, tym razem pozwoliłam im wypłynąć. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę, wyglądałam okropnie. Ślad pewnie będzie się rzucał z dziesięciu kilometrów! Jak on mógł mnie uderzyć, jak on w ogóle miał prawo podnieść rękę na dziewczynę do cholery! Teraz rozpłakałam się na dobre. Łzy spływały mi po policzkach mocząc tym samym moją białą koszulkę. Oparłam ręce po obu stronach umywalki. Stałam bezczynnie z głową spuszczoną w dół myśląc o tym czy przypadkiem nie powinna zgłosić dyrektorce to, co Justin mi zrobił. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*- oczywiście Justin urodził się w 1994, ale w blogu jest 2 lata starszy
Udało mi się dokończyć wczoraj rozdział, ale nie miałam siły go już sprawdzać.
W następnych zacznie dziać się akcja, więc czekajcie cierpliwie:) 

                                                     Czytasz=komentujesz

sobota, 4 lipca 2015

3. "You do something for me"

-Hej śliczna- usłyszałam głos przy moim uchu i poczułam mocne ramiona które owinęły się wokół mojej talii. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Cześć- mruknęłam zamykając swoją szafkę. Obróciłam się przodem do Luka. Moje usta od razu zostały zaatakowane przez usta chłopaka, a ciało uderzyło lekko o niebieskie, żelazne szafki szkolne. 


Zanim się zdążyłam obrócić, moje ciało zostało przyciśnięte do zimnej ściany. Syknęłam ponieważ mój nadgarstek chyba został zmiażdżony. 
Mój wzrok powędrował do góry i napotkał ciemne oczy Justina. Moje serce zaczęło bić w niemożliwie szybkim tempie. Chciałam krzyknąć, ale błyskawicznie dłoń szatyna znalazła się na mojej buzi.   

Wspomnienia z wczorajszego spotkania powróciły.Uderzyłam się z otwartej dłoni w myślach. Przestań o nim myśleć.
-Lucy, misiu- poczułam lekkie szturchnięcie. Spojrzałam na Luka, mrużył dziwnie oczy. 
-T-a-kk- jęknęłam próbując odgonić od siebie myśli dotyczące Justina i posłałam blady uśmiech blondynowi. 
-Co się stało?- zapytał i uniósł lekko swoją lewą brew do góry.
-Nic- odpowiedziałam i nie czekając złączyłam nasze usta. Poczułam jak chłopak lekko unosi swój górny kącik ust. 
-Wpadniesz po lekcji obejrzeć mecz?- zapytał, delikatnie i powoli trącą nosem mój. Zachichotałam. Gdy chciałam odpowiedzieć "Jasne!" przypomniało mi się, że nie mogę. 
-Nie mogę- powiedziałam cicho i zerknęłam na Luka.
-Jesteś pewna?- zapytał i przyssał się do mojej szyi. Mruknęłam z przyjemności i przechyliłam głowę w bok, dając tym samym lepszy dostęp. Składał mokre pocałunki wzdłuż mojego obojczyka aż do ucha. Gdy dotarł na tyle wysoko, przegryzł jego płatek. 
-Luke- prawie jęknęłam, przez co pewnie otrzymałam ciekawskie spojrzenia uczniów idących korytarzem.   


Jedną rękę położył na moim biodrze, a druga na szyi. I co? Udusi mnie teraz jednoczenie macając? Wyobraziłam to sobie i poczułam lekkie podniecenie, również dlatego, że ręką zaczął sunąc w kierunku mojego tyłka. Lucy, co ty wygadujesz?
-Osobiście sprawię żeby twoja śmierć była bolesna i powolna- syknął przez zaciśnięte zęby i lekko ścisnął mój tyłek. Z ledwością powstrzymałam jęk, który aż błagając cisną mi się do ust.

Znów naszły mnie wspomnienia. Nawet gdy mówił "Osobiście sprawię żeby twoja śmierć była bolesna i powolna" podniecenie nie opuszczało mojego organizmu, ani wczoraj w nocy, ani dziś rano jak i teraz. Jak zostanę psychiatrą to najpierw wyleczę siebie. 
-Przyjęli mnie- powiedziałam i lekko odepchnęłam od siebie chłopak.- na razie na okres próbny, ble, ble, ble, ale i tak się cholernie cieszę- prawie pisnęłam kończąc moją wypowiedź. 
-Lucy, poznałaś tam kogoś?- zapytał śmiertelnie poważnym tonem. Spojrzałam na niego.
-Bardzo miłą blondynkę o imieniu Emily, dyrektorkę placówki i niektórych pracown...- blondyn przerwał moją wypowiedź i w swoje duże dłonie chwycił moją głowę, zmuszając mnie do kontaktu wzrokowego, nienawidziłam tego. 
-Chodzi o chłopaka z którym będziesz pracować- powiedział z lekką irytacją w głosie , przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze.
-Tak- odpowiedziałam bez jakiegokolwiek zastanowienia się co chłopak powiedział do mnie wcześniej. 
-Dziwnie się zachowujesz- stwierdził i zdjął ręce z mojej twarzy. 
-Jestem..- przerwałam i przegryzłam dolną wargę.- zmęczona, to tyle- skłamałam. Nie byłam zmęczona, bardziej podekscytowana tym, że dzisiaj znów Go zobaczę. 
-Dobra, mniejsza, napiszę ci sms czy wygraliśmy- rzucił i wyminął mnie lekko dotykając mojego ramienia. Chciałam coś powiedzieć, ale zrezygnowałam. Obróciłam się i zaczęłam wzrokiem szukać Luka, już poszedł.
Wypuściłam powietrze ze świstem i w tej samej chwili zadzwonił dzwonek oznaczający koniec przerwy. Ruszyłam przed siebie, kurczowo trzymając w dłoni książki od historii przy swoim boku. 

-Nie, nie uspokoję się!- usłyszałam wrzaski od razu kiedy weszłam do placówki przez szklane rozsuwane drzwi.- kurwa!- wzdrygnęłam się na nagły krzyk. Ścisnęłam dłoń na swojej czarnej skórzanej torebce. 
-Pani Darling?- usłyszałam głos za sobą. 
-Dzień Dobry- powiedziałam i uśmiechnęłam się do Pani Scott- dyrektorki ośrodka. 
-Zapraszam do gabinetu- wskazała ręką na schody, nie czekając ruszyłam na górę. Czułam się trochę jak w podstawówce, gdy praktycznie za każdym razem z Madison byłyśmy prowadzone do dyrektora. Zaśmiałam się w myślach. Stanęłam przy drzwiach czekając aż kobieta je otworzy.
Gdy już byłyśmy pomieszczeniu powiedziała, żebym usiadła na fotelu. 
-Jak Pani może się domyśleć, wrzaski należały do Pana Biebera- zaśmiała się cicho. 
-Jest on najagresywniejszym pacjentem u nas. W naszym ośrodku jest dopiero miesiąc, a odwyk- przerwała i podeszła do szafki otwierając ją.- na odwyku jest tak naprawdę dopiero od  tygodnia- zdziwiłam się ponieważ jest tu dość sporo.
-Nadaj nie wiemy jakim cudem, ale udało mu się po prostu uciekać i wtedy brał w coraz większych ilościach za każdym razem- mruknęłam i trzymając zieloną teczkę podała mi ją. Niepewnie chwyciłam przedmiot. Rzuciłam okiem niebieski na napis u góry: "Pacjent nr 48- Justin Bieber"
-Proszę, możesz otworzyć- uśmiechnęła się lekko. Otworzyłam teczkę i mało co sterta kartek, papierów wyleciałabym na podłogę.
-Trochę tego jest- zaśmiała się.- możesz rzucić okiem, a tak to jeśli ciekawi cię Justin możesz ja wsiąść do domu i przynieść jutro- uśmiechnęłam się ukradkiem i zamknęłam teczkę. 
-Od dziś oficjalnie Pan Bieber to twój pacjent- poczułam jak ciepło rozlewa się po moim organizmie. Nie sądziłam, że tak szybko dostanę tą "pracę".
-Dziękuję- powiedziałam cały czas się szczerząc i schowałam przedmiot do torebki. 
-Mogłabym już pójść do Justina?- zapytałam i spojrzałam na Panią Scott.
-Nie wiem czy to dobry pomysł odwiedzać go dzisiaj- zaczęła i posłała mi zmartwione spojrzenie.-  prawie nie pozabijał kilka minut temu ochroniarzy- nie wiedziałam zbytnio co odpowiedzieć. 
-Jest na głodzie- stwierdziłam.- potrzebuje pomocy, myślę, że to najlepszy moment - nie wiem dlaczego ale czułam nagły przypływ adrenaliny. 
-Proszę- powiedziała dyrektorka i wskazała na drzwi. Krzyknęłam w duchu, że mogę iść do chłopaka.
-Do widzenia- rzuciłam i opuściłam gabinet. 
Zeszłam po schodach i prawie biegiem rzuciłam się w boczny korytarz. Gdy byłam już i chciałam pociągnąć za klamkę, zatrzymałam się. A co jeśli... Nagle drzwi się otworzyły, a z nich wyszła dwójka mężczyzn. 
-Panienka do niego?- zagadał jeden z nich. Skinęłam lekko głową. Drugi z nich zerknął na moją szyję na której miałam zawieszone- coś w stylu przepustki czy plakietki. Posłali sobie wzajemnie znaczące spojrzenia. Nic nie mówiąc udali się w stronę holu. To było dziwne.  
Położyłam rękę na lekko uchylonych drzwiach, otworzyłam je szerzej Weszłam do środka i zamknęłam drzwi. Stanęłam przy nich i spojrzałam przed siebie. Widziałam tylko nogi szatyna które zwisały z łóżka. Zrobiłam krok do przodu. 
-Nie powinno cię tu być- usłyszałam mruknięcie kiedy postawiłam stopę na podłodze. Przełknęłam gule w gardle. 
-Ale chcę- szepnęłam, nie wiem dlaczego to powiedziałam. Może człowiek gdy się stresuje i boi sam z siebie mówi prawdę? Justin wstał z łóżka i podszedł do mnie. Zrobiłam lekki krok w tył, tym samym uderzając kostką o róg szafy, jęknęłam niezadowolona. Poczułam mebel za swoimi plecami, a ręce szatyna na moich biodrach. Powtórka z wczoraj?. Przybliżył się do mnie na tyle ile było to możliwe, nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. 
-Chcę ci pomóc- zaczęłam niepewnie podnosząc wzrok. 
-Radzę ci iść- syknął. 
-Nie- wypaliłam. Złapałam z nim kontakt wzrokowy. Jego oczy- miałam wrażenie, że ciemniejsze niż wczoraj wypalał niewidzialną dziurę w moim ciele. Patrzał przez chwilę na mnie, a po sekundzie zjechał wzrokiem na moje usta. Niekontrolowanie przegryzłam dolną wargę. Przybliżył swoje usta do moich.
-Zrobisz coś dla mnie- zaczął, szepcząc wprost do nich jednocześnie wbijając boleśnie palce w moje biodro.Chyba będę miała siniaka.- a wiesz co, kochanie?- zapytał nie zmniejszając odległości, przeciwnie- pomniejszając ją. Pokiwałam lekko głową na bok i tym samym otarłam dolną wargę o jego. Mruknął cicho. 
-Załatwisz mi działkę- powiedział i wpił się agresywnie i mocno w moje usta. 

~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję za już tyle wejść ponad 700 i za miłe komentarze pod ostatnimi postami! ♥♥
Do następnego! x Zapraszam na ask'a i twittera! 

piątek, 3 lipca 2015

Bohaterowie

                                                   Główni bohaterowie 






















Lucy Darling 17 / New York 
























Justin Bieber 23 / New York 



                                                        


czwartek, 2 lipca 2015

2. "Cold tone"

-Pomoże mi kurwa w czym?- syknął.
-Justin- powiedziała Emily łagodnie podchodząc do niego.- uspokój się i usiądź- dokończyła. Szatyn jak gdyby nigdy nic podszedł do łóżka i usiadł. Poczułam jego palący wzrok na sobie.
-Więc- zaczęła blondynka.- jeszcze raz, to jest Lucy – wskazała ma mnie- jest u nas nową stażystką..- nie zdążyła dokończyć.
-Fajnie- mruknął.- zostawisz nas samych?- zapytał, a ja uniosłam lekko brwi i spojrzałam  zdziwiona na Em. Darling, bądź profesjonalistką. W swojej karierze spotkasz o wiele gorszych i straszniejszych ludzi. Racja, koniec z panikowaniem. 
-Ohh- powiedziała zakłopotana.- skoro Justin chcesz- przełknęłam ślinę.
-Proszę- usłyszałam i spojrzałam na blondynkę.- to twoja karta. Gdy będziesz chciała wyjść, po prostu przyłóż ją do tego czytnika.- podała mi kartę i wskazała na mały biały czytnik przy drzwiach.
-Dasz rade- powiedziała bezgłośnie patrząc na mnie i opuściła pomieszczenie. Boże, dopomóż. 
Zanim się zdążyłam obrócić, moje ciało zostało przyciśnięte do zimnej ściany. Syknęłam ponieważ mój nadgarstek chyba został zmiażdżony. 
Mój wzrok powędrował do góry i napotkał ciemne oczy Justina. Moje serce zaczęło bić w niemożliwie szybkim tempie. Chciałam krzyknąć, ale błyskawicznie dłoń szatyna znalazła się na mojej buzi. 
-Jeśli komukolwiek, cokolwiek powiesz o tym co tutaj robię- zaczął tak ostrym i chłodnym tonem, że nawet nie wiedziałam czy to jest możliwe.- rozumiesz? Nawet jedno malutkie słówko które opuści twoje zajebiste usta- przerwał i przybliż się do mnie bardziej, o ile było to możliwe. Jedną rękę położył na moim biodrze, a druga przy szyi. I co? Udusi mnie teraz jednoczenie macając? Wyobraziłam to sobie i poczułam lekkie podniecenie, również dlatego, że ręką zaczął sunąc w kierunku mojego tyłka. Lucy, co ty wygadujesz?
-Osobiście sprawię żeby twoja śmierć była bolesna i powolna- syknął przez zaciśnięte zęby i lekko ścisnął mój tyłek. Z ledwością powstrzymałam jęk, który aż błagając cisną mi się do ust. 
-Zrozumiałaś?- zapytał nie spuszczając wzroku z mojej twarzy. Pokiwałam lekko głową w przód. Złapałam z nim kontakt wzrokowy jednak on szybko go przerwał. Odsunął się ode mnie i najnormalniej w świecie podszedł do łóżka i na nim usiadł. Spojrzałam na niego, lekko przesunął się w bok i poklepał ręką miejsce obok siebie. Niepewnie na nie spojrzałam. 
Dobra, co mi szkodzi. 
-Więc- zaczęłam trochę się jąkając, szatyn przysunął się bliżej mnie gdy tylko zajęłam miejsce.- na początek musisz podpowiadać mi na kilka pytań.- zerknęłam na niego kątem oka. Pokiwał lekko głową. Schyliłam się do torebki i zaczęłam szukać kilku stronnego arkusza z pytaniami. Gdy znalazłam, wyjęłam jeszcze czarny długopis i przeczytałam w myślał pierwsze pytanie po czym powiedziałam na głos:
-Od ilu lat sięgasz po narkotyki/ dopalacze?- zapytałam. Sama byłam ciekawa jego odpowiedzi. 
-4 - odpowiedział chłodno i uważnie mi się przyglądał gdy zapisywałam obok pytania odpowiedź. 
-Uzależniony był namawiany do zażycia narkotyków/ dopalaczy czy robił to z własnej woli?- przeczytałam kolejne pytanie. 
-Z własnej- mruknął i chyba znudzony opadł plecami na miękką pościel. Było to dopiero drugie pytanie, a ankieta kończy się na 35. No cóż, bynajmniej poznam trochę Justina i jego historię z narkotykami. 
-Podczas bycia pod wpływem narkotyków, ucierpiała jakaś osoba z twojej rodziny bądź towarzystwa jakim się wtedy otaczałeś?- przeczytałam z lekką ciekawością i ekscytacją w głosie. Byłam cholernie ciekawa co odpowie. 
-Nie- odparł od razu, przekręciłam lekko głowę w bok i zobaczyłam jak leży, za poduszkę służyły mu dwie splecione dłonie. Wyglądał po prostu idealnie. Nie wiem ile wpatrywałam się w niego, ale od razu się ocknęłam gdy usłyszałam:
-Obczajasz mnie- stwierdził i zaśmiał się cicho.- i w dodatku się rumienisz- powiedział bez żadnych emocji. Przez całą naszą rozmowę, jego słowa, ogółem to jak odpowiadał obojętnie... czułam się jakbym rozmawiała z robotem, albo kimś kto nie ma serca, ale przecież każdy je ma.  

-Koniec- stwierdziłam i zamknęłam arkusz. Schowałam go do torby razem z długopisem. Wstałam z łóżka i po drodze do drzwi wyciągnęłam jeszcze kartę żeby otworzyć drzwi. 
Przyłożyłam ją do czytnika, klamka lekko zaskrzypiała, a po chwili drzwi się otworzyły. Obróciłam się i spojrzałam w stronę łóżka na którym jeszcze chwilę temu leżał szatyn. Nie było go. Drugie drzwi bodajże od łazienki były zamknięte. Nie zastanawiając się dłużej, opuściłam pokój. Zamknęłam drzwi i skręciłam w prawo, opuszczając tą część budynku. Weszłam do głównego holu i schodami na górę udałam się znaną już mi drogą do gabinetu dyrektorki tego całego ośrodka. Po drodze odtwarzałam sobie cały czas scenę jak Justin przyciskał mnie do ściany, jednocześnie ściskając mój tyłek. Znów fala ciepła ogarnęła moje podbrzusze, żołądek się lekko ścisną, a serce zaczęło bić szybciej. Muszę się ogarnąć, bo się jeszcze zakocham. Boże co ja wygaduję, mam przecież chłopaka!

środa, 1 lipca 2015

1. "I'm scare"

-Rozumiesz!?-krzyknęłam uradowana do Madison.- przyjęli mnie!- pisnęłam jak małe dziecko i zaczęłam się kręcić na plastikowym stołówkowym krześle.
-Cieszę się twoim szczęściem Lucy- powiedziała i wzięła gryza kanapki.
-Nie jesz?- zapytała po chwili i spojrzała na moją czerwona tacę na której była tylko mała woda.
-Nie mogę-przerwałam-się doczekać- dodałam i zaczęłam śmiać się jak głupia.
-Lu, spokojnie- szatynka dotknęła mojej ręki, śmiejąc się cicho.- Luke będzie zazdrosny- mruknęła.
-Właśnie- pokiwałam głową i wyciągnęłam swojego czarnego iPhona.- musze mu napisać sms, że mnie przyjęli.- pisnęłam.
-Nie jestem pewna czy to jest dobry pomysł- gdy już chciałam odblokować telefon rzuciłam okiem na przyjaciółkę.
-Czemu?- uniosłam brew.
-Czy gdybyś ty dostała od niego sms, że będzie całymi dniami przebywał z obcą dziewczyną, w celu wyleczeni jej nie wiem- przerwała i spojrzała przed siebie wypuszczając powietrze ze świstem- z oglądania pornosów? Nie byłabyś zazdrosna?- zaczęłam się śmiać na słowa przyjaciółki i kopnęłam ją lekko w nogę pod stołem.
-Błagam cię- parsknęłam.- taka sytuacja nigdy nie bedzie miala miejsca-powiedziałam poważnym tonem.
-Nigdy nie wiadomo- uniosła ręce w geście obronnym i powoli wstała z miejsca.
-Gdzie idziesz?- zapytałam odkładając telefon na stół. Pisanie tego sms to nie jest zbyt dobry pomysł, Madison ma racje.
-Muszę zapytać się pani od wf o te zawody z kosza, poza tym nie idę na bio- zaśmiała się cicho i poprawiła czarną koszulkę z białym napisem  „Shut up I’m Queen”.
-No, okey- mruknęłam niezadowolona z pójścia Madison. Z największą chęcią zwiałabym z nią z biologii, ale gdyby moi rodzice się o tym dowiedzieli. Było by ze mną bardzo źle.
-Pa mała- zaśmiała się.
-Napiszę potem- odpowiedziałam i wbiłam wzrok w puste miejsce przed sobą. Świetnie.

Kompletnie olewając panią od biologii, całą lekcję przesiedziałam wpatrując się tępo przez okno. Myślałam cały czas o tym czy tak naprawdę dam sobie radę. W końcu z tego co wiem, będę „pracować” z chłopakiem o kilka lat starszych. Szczerze? Boję się. Boję się go i tego wszystkiego. Ale nie poddam się. 
Szybko wybiegłam z klasy i udałam się prostą drogą do domu. Zamknęłam pospiesznie drzwi i rzuciłam na jasne panele swoje białe, krótkie conversy. Szybko weszłam do kuchni połączonej z jasnym salonem i wyciągnęłam butelkę jabłkowego soku z lodówki i pośpiesznie wzięłam dużego łyka mojego ulubionego napoju. Szybko udałam się do swojego pokoju na tym samym piętrze. Otworzyłam drzwi i rzuciłam torbę w kąt. Spojrzałam przelotnie na zegarek. Mam jeszcze 40 minut. Otworzyłam przesuwne drzwi od szafy i wyciągnęłam swoją ulubioną koszulę w kratę, do tego wygrzebałam jasne spodnie z dziurami. Podeszłam do łóżka. Zrzuciłam z siebie ubrania ze szkoły. Otworzyłam brązowe drzwi weszłam do łazienki. Wrzuciłam rzeczy do kosza na brudy. Ściągnęłam jeszcze ze swojego ciała bieliznę i weszłam pod prysznic. Szybko opłukałam swoje ciało letnią wodą i nałożyłam żel pod prysznic. Zmyłam pianę i wychodząc, od razu otuliłam się białym, puchowym ręcznikiem. Wytarłam dokładnie swoje ciało i ubrałam ponownie bieliznę. Wyszłam z łazienki, podeszłam jeszcze do szuflady znajdującej się koło jasno- beżowej szafy i wyciągnęłam świeże skarpetki.
Gdy byłam już ubrana, poprawiłam swój makijaż i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do małej torebki.
Wychodząc z pokoju wpadłam na mamę.
-Lucy, spokojnie- zaśmiała się, widząc moja zaklopotana minę. 
-Przepraszam- mruknęłam i skierowała się swoich-rzuconych wcześniej białych trampek.
-Podwieś cię kochanie?- zapytała podchodząc do mnie.
-Jasne- niemalże krzyknęłam. Wyjęłam z tylniej kieszonki komórkę- mam jeszcze 10 minut.

-I co? Stresujesz się?- zagadała mama gdy zatrzymałyśmy się na czerwonych światłach.
-I to jak- powiedziałam i oparłam głowę o szybę.
-Dasz sobie radę- powiedziała i ruszyła dalej. 
-Dziękuję- uśmiechnęłam się szeroko. Teraz najbardziej potrzebowałam wsparcia, a szczególnie mamy.
Zanim się obejrzałam byłyśmy na miejscu. Poczułam jak serce zaczyna mi bić szybciej, a żołądek się ściska.
-Gotowa?- zapytała. Spojrzałam na mamę i posłałam jej mały uśmiech.
-Tak- odparłam. Wzięłam głęboki wdech i lekko drżącymi rękami odpięłam swój pas bezpieczeństwa.
-Przyjechać później po ciebie?- usłyszałam jeszcze zanim zamknęłam drzwi.
-Okey, napiszę jak coś- odpowiedziałam i poprawiłam swoją torbę na ramieniu.
-Baw się dobrze!- krzyknęłam i wycofała z miejsca parkingowego.
Patrzałam jeszcze chwilę na znikający samochód w oddali i obróciłam się przodem do budynku. Dość spory szary budynek. Zrobiłam lekki krok w przód. Rozejrzałam się dookoła i po kolei zeskanowałam każde okno. Jak byłam tu pierwszy raz, wyobrażałam to sobie całkiem inaczej. Ośrodkiem był naprawdę zadbany, a, że jest to narodowy dom uzależnień- trafiały tu przeróżne osoby, w różnym wieku i z różnymi nałogami. Boję się- mówiłam to już?

-Panna Darling?- usłyszałam gdy tylko przekroczyłam próg „Domu”.
-Tak- odpowiedziałam lekko zdezorientowana i posłałam młodej blondynce mały uśmiech.
-Cieszę się, że pani już jest- zaczęła.- zapraszam- pokazała ręką żebym za nią poszła. Tak zrobiłam. Skręciłyśmy od wejścia w lewo i zaczęłyśmy iść jasnym korytarzem. Ściany były pokryte białą farbą, a kafelki były ciemne. Przełknęłam ślinę.
-To tutaj- powiedziała i zatrzymała się przez beżowymi drzwiami z numerem 37.
Spojrzałam na nie, a serce znów przyspieszyło swój rytm. 
-Denerwuje się pani?- zapytala gdy zobaczyła, że stoję niepewnie.
-Trochę- odpowiedziałam i spuściłam wzrok na swoje buty.
-Rozumiem panią- uśmiechnęła się.- też zaczynałam tu jako stażystka i byłam dokładnie taka samo zdenerwowana jak pani.- zaśmiała się.- ale dałam radę, i jestem przekonana, że pani również da- przyznam, że poczułam się lepiej.
-Możemy?- zapytała po chwili. Spojrzałam na Emily- jej imię widniało na plakietce.
-Tak- pokiwałam lekko głową. Blondynka pociągnęła za o dziwo zwyczajną klamkę i weszła do środka. Okey, Lucy! Dasz rade! Pocieszyłam się w duchu i zrobiłam krok wchodząc do pokoju. Rozejrzałam się: białe ściany, ogromne łóżko z szarą pościelą. Obok niego mała szafka nocna na której stała lampka. Od razu przy drzwiach można było się natknąć na szafę, która dodawała trochę mroku temu pomieszczenie, ponieważ przedłużała wejście. Już przed oczmi miałam różne straszne scenki. Lucy, ogarnij się. Dalej, praktycznie przy samym oknoe znajdowały się lekko uchylone beżowe drzwi.
-Justin- zawołała kobieta. Nie minęła chwila, a w wlaśnie tych uchylonych drzwiach stanął chłopak. Rozszerzyłam lekko oczy. Perfekcyjnie wyrzeźbione ciało pokryte  tatuażami. Miał na sobie tylko luźno zwisające czarne dresy. Spojrzałam na jego twarz. Boże pomocy zaraz zemdleje. Mój wzrok powędrował wyżej. Jedyne co mnie w nim przerażało to oczy. Ciemne jak węgiel, można byłoby powiedzieć, że puste. Spuściłam wzrok lekko zawstydzona gdy zobaczył, że się mu przyglądam. Pamiętaj, że masz chłopaka. 
-Justin, to jest Lucy Darling- wskazała na mnie Emily.- pomoże ci wyjść z nałogu. 

           *       *       *
Mam nadzieję, że rozdział zachęcił was do dalszego czytania bloga :) 
Do następnego! xx